Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
praca automatyk - satysfakcjonująca praca dla ludzi inżynierów i specjalistów.
Stroiciel fortepianów Murkin, człowiek o gładko wygolonej żółtej twarzy, zatabaczonym nosie, z watą w uszach, wyszedł ze swego numeru na korytarz i drżącym głosem zawołał...
Odbywał się benefis tragika Fienogienowa. Wystawiano Księcia Srebrnego. Benefisant grał księcia Wiaziemskiego, impresario Limonadow – bojarzyna Morozowa, pani Beobachtowa...
Komik Iwan Akimowicz Worobiow–Sokołow wsunął ręce w kieszenie szerokich spodni, odwrócił się i wlepił leniwe oczy w okno z naprzeciwka. Pięć minut upłynęło w milczeniu...
Jest około drugiej w nocy. Siedzę w pokoju hotelowym i piszę zamówiony felieton wierszem. Nagle drzwi się otwierają i do pokoju, całkiem niespodziewanie, wchodzi mój współlokator,...
Jewgienij Aleksiejewicz Podżarow – jeune–premier, mężczyzna postawny, elegancki, o twarzy pociągłej, z workowatymi cieniami pod oczyma – przyjechał na sezon do jednego z południowych miast i przede wszystkim postarał się zawrzeć znajomość z kilkoma czcigodnymi rodzinami...
Do gabinetu lekarza wchodzi mętna osobistość o przymglonym spojrzeniu i zakatarzonej fizjonomii. Sądząc z rozmiarów nosa i mrocznego, pełnego melancholii wyrazu twarzy, osobistość nie stroni od spirytualiów, nieobcy jest jej również chroniczny katar i filozofia. Osobistość zasiada w fotelu i skarży się na zadyszkę, czkawkę, zgagę, melancholię i okropny niesmak w ustach...
Pewnego razu, kiedy była jeszcze młodsza, ładniejsza i głos miała lepszy, siedział u niej na letnisku, na półpiętrze, Nikołaj Pietrowicz Kołpakow, jej adorator. Było nie do zniesienia gorąco i duszno. Kołpakow dopiero co zjadł obiad i wypił całą butelkę kiepskiego portwajnu, czuł się niezdrów i był bez humoru. Oboje nudzili się i czekali, aż zelżeje spiekota, żeby pójść na spacer...
Baron – to drobny, chudy starowina około sześćdziesiątki. Jego szyja i kręgosłup tworzą kąt rozwarty, który wkrótce stanie się kątem prostym. Ma wielką kanciastą głowę, kaprawe oczki, nos kulfoniasty i lekko fioletowy podbródek. Na całej twarzy rozlana lekka sinica, zapewne dlatego, że spirytus stoi w tej szafie, którą rzadko zamyka rekwizytor...
Stary, zgarbiony „szlachetny ojciec” z krzywą brodą i malinowym nosem spotkał w bufecie jednego z prywatnych teatrów swego starego przyjaciela dziennikarza. Po zwykłych słowach powitania, pytaniach i westchnieniach szlachetny ojciec proponuje mu wypić po jednym małym...
– Źle, do diabła! Jeżeli te kozły– tenory nie przestaną fałszować, to wyjdę natychmiast. Ruda niech patrzy w nuty! Ta, trzecia z prawej strony, ruda – do pani mówię! Skoro pani nie umie śpiewać, to po kiego diabła pchać się na scenę z tym wronim krakaniem? Zaczynać od początku!...
Noc przed świętami. Śpiewaczka operetkowa Natalia Andriejewna Bronina, z męża Nikitina, leży w swej sypialni pogrążona w wypoczynku. Drzemie słodko i myśli o swej małej córeczce, pozostawionej gdzieś daleko u babki czy ciotki... Ta dziewczynka jest jej droższa niż publiczność, bukiety, recenzje, wielbiciele...
Trzej wędrowni aktorzy Smirnow, Popow i Bałabajkin szli pewnego pięknego poranka wzdłuż toru kolejowego i znaleźli portfel. Otworzywszy go, ku wielkiemu swemu zdziwieniu i zadowoleniu zobaczyli w nim dwadzieścia banknotów, sześć premiówek i czek na trzy tysiące. Przede wszystkim wykrzyknęli „hurra!”, a potem usiedli na nasypie i zaczęli rozpływać się z zachwytu...
Muzyk Smyczkow szedł z miasta do willi księcia Bibułowa, gdzie z okazji zaręczyn miał odbyć się wieczór z muzyką i tańcami. Na plecach dźwigał ogromny kontrabas w skórzanym futerale. Smyczkow szedł brzegiem rzeki, toczącej swe chłodne fale wprawdzie niezbyt majestatycznie, lecz wielce poetycznie...
HISTORIA ZAKULISOWA
Było to w dniu benefisu naszej ingénue. O godzinie dziesiątej rano przed jej drzwiami stał komik. Nasłuchiwał i wielkimi pięściami walił w obie połowy drzwi. Musiał koniecznie widzieć ingénue. Żeby nie wiem jak chciało jej się spać, musi wyleźć spod kołdry...
W hotelu „Kars” odbywała się skromna uroczystość: brać aktorska podejmowała obiadem tragika Tigrowa, pragnąc uczcić dwadzieścia pięć lat jego pracy na niwie artystycznej. Przy długim stole zasiadał cały personel z wyjątkiem jednego tylko antreprenera – który był skąpcem...
OBRAZEK Tragik Unyłow i „szlachetny ojciec” Tigrow siedzieli w pokoju nr 37 hotelu „Wenecyja” i spożywali plony benefisu. Przed nimi na stole stała karafka wódki, kiepskie czerwone wino, pół butelki koniaku i sardynki. Tigrow, mały, tłusty, wągrowaty, kontemplacyjnie wpatrywał się w karafkę i zachowywał ponure milczenie. Unyłow zaś – płonął. Trzymając w jednej ręce plik asygnat, w drugiej ołówek, kręcił się na krześle jak na szpilkach i odsłaniał przed rozmówcą swą duszę.
Komik Wasilij Wasiliewicz Swietłowidow, tęgi, krzepki, pięćdziesięcioletni starzec, obudził się i ze zdziwieniem spojrzał dokoła siebie. Po obydwu stronach stojącego przed nim niewielkiego lustra dopalały się dwie stearynowe świece. Nieruchome, leniwe płomyczki mętnie oświetlały niewielki pokoik o malowanych drewnianych ścianach, pełen dymu tytoniowego...
Szlachetny ojciec, prostak Szczypcow, wysoki, zwalisty starzec, sławny nie tyle z talentów aktorskich, ile z niezwykłej siły fizycznej, w czasie spektaklu pokłócił się na amen z antreprenerem i w punkcie kulminacyjnym kłótni poczuł nagle, jakby mu się coś w piersi oberwało. Antreprener Żukow zazwyczaj w czasie każdej gorętszej sprzeczki dostawał histerycznego...