Rozdział X DWA SKANDALE
– Źle, do diabła! Jeżeli te kozły– tenory nie przestaną fałszować, to wyjdę natychmiast. Ruda niech patrzy w nuty! Ta, trzecia z prawej strony, ruda – do pani mówię! Skoro pani nie umie śpiewać, to po kiego diabła pchać się na scenę z tym wronim krakaniem? Zaczynać od początku!...
– Źle, do diabła! Jeżeli te kozły– tenory nie przestaną fałszować, to wyjdę natychmiast.
Ruda niech patrzy w nuty! Ta, trzecia z prawej strony, ruda – do pani mówię! Skoro pani nie
umie śpiewać, to po kiego diabła pchać się na scenę z tym wronim krakaniem? Zaczynać od
początku!
Krzyczał tak i walił w partyturę dyrygencką pałeczką. Tym kudłatym panom dyrygentom
wiele wybacza się, zresztą nie sposób inaczej. Przecież kiedy posyła was do diabła, złorzeczy
i rwie sobie włosy, to tym samym staje w obronie świętej sztuki, z której nikt nie śmie żartować.
Stoi na jej straży i gdyby nie on, któż z nich nie wyrzucałby w powietrze tych ohydnych
półtonów, które co chwila gotowe są rozstroić i zabić harmonię? To on strzeże harmonii i za
nią gotów jest powiesić cały świat i sam się powiesić. Nie można się na niego gniewać. Gdyby
stawał we własnej obronie, to co innego!
Lwia część jego gorzkiej i pieniącej się żółci przypadała w udziale rudej dziewczynie, trzeciej
na prawym skrzydle. Gotów był ją połknąć, wepchnąć pod ziemię, połamać i wyrzucić