Rozdział IV TAPER
Jest około drugiej w nocy. Siedzę w pokoju hotelowym i piszę zamówiony felieton wierszem. Nagle drzwi się otwierają i do pokoju, całkiem niespodziewanie, wchodzi mój współlokator,...
Jest około drugiej w nocy. Siedzę w pokoju hotelowym i piszę zamówiony felieton wierszem.
Nagle drzwi się otwierają i do pokoju, całkiem niespodziewanie, wchodzi mój współlokator,
były uczeń konserwatorium w M., Piotr Rublow. W cylindrze, w rozpiętym futrze,
przypomina mi w pierwszej chwili Repietiłowa; potem jednak, kiedy przyglądam się jego
bladej twarzy o niezwykle błyszczących, jakby rozgorączkowanych oczach, podobieństwo to
znika.
– Dlaczego tak wcześnie wróciłeś? – pytam. – Przecież jeszcze nie ma drugiej! Czyżby
wesele już się skończyło?
Współlokator nie odpowiada. W milczeniu wchodzi za przepierzenie, szybko zdejmuje
ubranie i sapiąc kładzie się do łóżka.
– Śpijże, bydlaku! – słyszę po dziesięciu minutach jego szept. – Położyłeś się, to śpij! A
jak nie chcesz spać, to... niech cię wszyscy diabli!
– Nie możesz spać, Pietia? – pytam.
– Tak, do licha... jakoś nie mogę... Śmiać mi się chce... I dlatego nie mogę zasnąć! Cha,
cha!
– A cóż cię tak śmieszy?
– Przytrafiła mi się śmieszna historia. Licho nadało tę przeklętą historię!