Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
na temat postaci i akcji sztuki, ukazująca jej morał.
niego, prawdę mówiąc, wydać się można. Ale żeby żyć z nim tak, na wiarę... nigdy w życiu!
Patrzcie, jak na mnie popatrzał... aż parzy! I czego on taki nieśmiały – nie pojmuję!”
Komik westchnął głęboko, potem chrząknął. Widać, że ogromnie mu ciążyło dłużące się
milczenie. Poczerwieniał jak rak, wykrzywił usta.... Na twarzy odmalowało się cierpienie...
„Prawdę mówiąc, z nim to i tak żyć można – nie przestawała medytować pierwsza naiwna.
– Gażę ma dobrą... W każdym razie lepiej z nim niż z jakimś golcem–kapitanem. Słowo daję,
powiem mu, że zgadzam się! Czy godzi się krzywdzić człowieka odmową? I tak ma niesłodkie
życie!”
– Nie! Nie mogę! – wykrztusił komik podnosząc się z fotela i odrzucając gazetę. – To moja
przeklęta natura! Nie potrafię się przezwyciężyć! Bij, wymyślaj, a ja powiem swoje, Mario
Andriejewno.
– Mów pan, mówże, dosyć tego dziwaczenia!
– Dobrodziejko, ptaszyno moja, daruj wielkodusznie, do nóżek padam, łapki całuję...
W oczach komika zakręciły się łzy wielkości grochu.
– Mówże pan... wstrętny człowieku! No, co?
– Czy nie znajdzie się u pani, ptaszyno moja... no, kieliszeczek wódki? Płonę! Takie mam
po wczorajszej popijawie kwasy w ustach, takie niedokwasy i nadkwasy, że żaden chemik się
nie połapie! Czy da pani wiarę? Wszystko się we mnie skręca! Żyć już nie mogę!
Pierwsza naiwna zarumieniła się, zmarszczyła brwi, ale opamiętawszy się szybko, dała
komikowi kieliszek wódki... A on wypił, odżył i zaczął opowiadać anegdoty.
Przełożył Aleksander Wat