lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

ani łaźni, ani praczek, ani krawców...
– Słyszałem, że zachorowałeś – zwrócił się do Szczypcowa, okręciwszy się na obcasie. –
Co ci jest? Jak Boga kocham, co ci?
Szczypcow milczał i siedział bez ruchu.
– Dlaczego milczysz? Zamęt masz w głowie czy co? No, milcz, nie będę cię męczyć...
milcz...
Brama–Gliński (tak go nazywają w teatrze – wedle paszportu to po prostu Guśkow) podszedł
do okna, włożył ręce do kieszeni i wpatrzył się w ulicę. Przed oczyma jego ciągnęło się
ogromne pustkowie ogrodzone szarym płotem, wzdłuż którego wybujał cały las zeszłorocznej
rzepichy. Za pustkowiem ciemniała jakaś opuszczona fabryka z zabitymi oknami. Nad kominem
krążył spóźniony gawron. Cały ten nudny i smutny obraz zaczął już otulać wieczorny
zmierzch.
– Muszę do domu – usłyszał jeune–premier.
– Dokąd do domu?
– Do Wiaźmy... na ojcowiznę...
– Do Wiaźmy, bracie, tysiąc pięćset wiorst... – westchnął Brama–Gliński bębniąc po szybie.
– A po co do Wiaźmy?
– Tam chciałbym umrzeć...
– No, coś podobnego, też wymyślił! Umrzeć... Zachorował pierwszy raz w życiu i już sobie