Rozdział XIII ROMANS Z KONTRABASEM
Muzyk Smyczkow szedł z miasta do willi księcia Bibułowa, gdzie z okazji zaręczyn miał odbyć się wieczór z muzyką i tańcami. Na plecach dźwigał ogromny kontrabas w skórzanym futerale. Smyczkow szedł brzegiem rzeki, toczącej swe chłodne fale wprawdzie niezbyt majestatycznie, lecz wielce poetycznie...
Muzyk Smyczkow szedł z miasta do willi księcia Bibułowa, gdzie z okazji zaręczyn miał odbyć się wieczór z muzyką i tańcami. Na plecach dźwigał ogromny kontrabas w skórzanym futerale. Smyczkow szedł brzegiem rzeki, toczącej swe chłodne fale wprawdzie niezbyt majestatycznie, lecz wielce poetycznie.
„Może by tak się wykąpać?” – pomyślał muzyk. Niewiele myśląc rozebrał się i zanurzył
ciało w chłodnej toni. Wieczór był wspaniały. Poetycka dusza Smyczkowa jęła współdźwięczeć
harmonijnie z otoczeniem. Lecz jakże słodkie opanowało ją uczucie, gdy odpłynąwszy o
jakieś sto kroków w bok ujrzał piękną dziewczynę siedzącą na stromym brzegu z wędką w
ręku. Wstrzymał oddech i zamarł pod wpływem różnorodnych uczuć: wspomnienia dzieciństwa,
tęsknota za przeszłością, budząca się miłość... Boże, wszak sądził, że już nie potrafi
kochać! Po przejściu, które odebrało mu wiarę w ludzi (gorąco umiłowana żona uciekła z jego
przyjacielem, fagocistą Sobakinem), pierś muzyka wypełniło uczucie pustki i stał się mizantropem.