lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

-Gdzie Hania? czy gotowa? - spytałem go.
-Gotowa. Będzie już z pół godziny, jak poszła się modlić do kaplicy.
Poszedłem do kaplicy, ale Hani tam nie znalazłem, z kaplicy przeszedłem do sali jadalnej, z sali jadalnej do bawialnej: Hani nie było.
-Haniu! Haniu! - począłem wołać.
Nie odpowiedział nikt.
Cokolwiek niespokojny już, udałem się do jej pokoju; myślałem, czy nie zasłabła. W pokoju siedziała popłakując stara Węgrowska.
-Czy to już - spytała - czas się pożegnać z panienką?
-Gdzie panienka jest? - spytałem niecierpliwie.
-Panienka poszła do ogrodu.
Wybiegłem i ja do ogrodu.
-Haniu! Haniu! czas siadać!
Cisza...
-Haniu! Haniu!
Jakby w odpowiedzi mi zaszemrały niespokojnie liście pod pierwszym tchnieniem burzy, spadło kilka grubych kropel dżdżu i znów zapanowała cisza.
"Co to jest?" - spytałem sam siebie i czułem, że włosy powstają mi na głowie z przerażenia.
-Haniu! Haniu!
Przez chwilę zdawało mi się, że z drugiego końca ogrodu słyszę odpowiedź. Odetchnąłem. "Ach! głupiec ze mnie!" - pomyślałem sobie i pobiegłem w stronę, skąd głos dochodził.