ROZDZIAŁ VI.
WYLĄDOWANIE DO NIŻSZEJ KAMCZATKI
Znalazłem nad brzegiem portu tłum ludzi, którzy powychodzili z całej niższej Kamczatki dla widzenia przybyłych gości na okręcie. Znajdował się między nimi komendant, nie można było go poznać, bo był w orientalnym tamecznym ubiorze. Wysadzono mnie z okrętu i stawiono przed nim: zrobiłem mu komplement, że w nieszczęściu obiecuję sobie w nim znaleźć ludzkość. Odpowiedział mi na to: że ja jestem człowiekiem; on podług swej możności starać się będzie osłodzić moje nieszczęście. Poszedłem z nim do jego mieszkania i częstował mnie herbatą najprzedniejszą z mlekiem jelenim. Znajdowało się tam kilka oficjalistów, ukazała się później nieszczęśliwa jego żona, która w tym miejscu dostała wariacji. On natychmiast porwał ją i zamknął. Była to kobieta z Małej Rosji dawnych Polaków. Po półgodzinnej zabawie kazał mi iść za sobą, powiadając, że pokaże mi moje mieszkanie; pokazywał na dom swój, gdzie cztery bierwiona tylko z ziemi wychodziły, powiada mi, że niech to mnie nie zadziwia, że moja stancja jest w ziemi, bo prawie my tu wszyscy tak mieszkamy.