lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

ROZDZIAŁ VI


Jaś Złotopolski nudził się z całej duszy w Złotopolu i jeśli nie wyjeżdżał comme tous les diables do Warszawy, to tylko dlatego, że Maszko trzymał go, jak to mówią, za poły. Maszko był człowiek nieoszacowany. Kto z panów obywateli mających do rozkolonizowania ojczysty majątek wyobraża sobie, że to tak łatwo, ten może się srodze zawieść.
Jaś nigdy by sobie nie dał rady, gdyby nie Maszko. Ale z pomocą tego ostatniego sprawa szybko posuwała się naprzód, a nawet z wyjątkiem niektórych prawnych formalności można ją było uważać za skończoną. Złotopole wkrótce po wyjeździe Misia i Antosia zmieniło się do niepoznania. Teraz wyglądało jakby obóz. Na ogromnym podwórzu między zabudowaniami folwarcznymi stanęły szałasy i namioty cywilizacyjnej awangardy, która z żonami i dziećmi ściągała do Złotopola. Tymczasem rąbano las, a przy końcu cienistej lipowej drogi, prowadzącej do dworu, widniały już żółte zręby belek mających się stawiać domów; obok kup cegły wznosiły się stosy gontów lub wiórów, wśród których kręcili się z piłami lub siekierami pracowici przybysze w krótkich kaftanach a długich kamizelach. Budowle wznosiły się szybko; nikt nie przeszkadzał kulturtregerom. Czasem tylko osowiały jaki Mazur, przechodząc koło rozpoczętych budowli, zwijał w kłęby potężne pięści i spoglądał spode łba, jak pies na łańcuchu, na przyszłych swych sąsiadów. Ale nie przychodziło do zajść.