Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Wizun sam rzucił się prędko ku wodzie - wszedł w nią po kostki, po kolana - ręce wyciągnął; topielec się zbliżał, rzucił się ku niemu jakby wysiłkiem ostatnim i za dłoń wyciągniętą pochwycił.
Starzec ciągnął go na suchy brzeg, ale już omdlałego. Nadbiegł posługacz -pochwycono go dyszącego jeszcze - lecz jakby uśpionego ze znużenia. Krew zgęsłą na nim widać było i rany sine... Wizun przyklęknął nad nim.
- Doman! Dziecko moje! Żyjesz ty? - zawołał.
Oczy się otworzyły tylko i zamknęły. Podniesiono go i na sukni, którą Wizun zwlókł z siebie, złożono na murawie - drugą opończą okryto. Stary klęczał wciąż przy nim. Z dala przypatrywały się niewiasty.
Dziwa, której imię Domana w uszach zabrzmiało - zbliżyła się też trwożliwie. Wizun zawołał na nią, aby podała ciepłego napoju.
Dyszał już ledwie topielec, mówić nie mógł, ale żył. Wizun, schylony nad nim, z wody go ocierał i dłońmi ogrzewał własnymi.
Ruszyli wszyscy do ratunku, stara Nania pobiegła też ziela zgotować, które by życie przywrócić mogło.