Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Ścibor mu się uśmiechnął potrząsając głową.
- Waszego to nam bartniczego rozumu potrzeba, miły ojcze - rzekł - bo się u nas nie na pogodę, ale na straszny wicher zanosi. Leszków krwi pomniejszego drobiazgu zostało dużo, a naszych też kmieci, witeziów wiele takich, którzy by radzi na gród się dostać chcieli i kneziować... Nie pójdzie nam łatwo...
Westchnęli oba; ale stary gospodarz przy swoim stał, aby raczej do pszczół iść niż do ludzi. Żegnali się więc u wrót, a Piastun na plecy kobiałkę wziąwszy do lasu co prędzej uszedł i drudzy jadący na wiec mimo zagrody, co później o niego u czeladzi i niewiast pytali, dowiedzieli się tylko, iż go dawno doma już nie było.
Ciągnęli kmiecie ze wszech stron nad Gopło, jechali i Leszki ponuro patrząc, ze strachem w sercach, ale nie chcąc ustąpić. Myśleli może, iż gdy się na innych nie zgodzą ludzie, do nich powrócą. Spotykano się po drodze milcząc i nieufnie oczyma mierzono.
Miejsce na wiec pono takie wybrane było, ażeby nagłość sprawy przypominało. Świeże gruzy, żużle ledwie ostygłe, sterczące z nich belki czarne, krwią jeszcze nie wsiąkłą ociekła ziemia, opustoszała wieża, z której trupy pozrzucano do jeziora, pozakopywano i popalono, aby powietrza nie psuły; wszystko to napominało, ażeby wodza nowego niebawem obierać, bo pomsta za Pepełka nadciągała.