Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Weszli ze starym do chaty, gdzie ich stół biało nakryty czekał. Mila służyła sama, nosiła misy i kubki, a ile razy weszła, spojrzała na żupana i on też na nią. Raz nawet w uśmiechu zza różowych ustek białe ząbki pokazała. A była i na co dzień zdunówna strojną; srebrne pierścionki na wszystkich palcach, niektóre z oczkami, pod szyją miała guz ogromny złocisty, we włosach szpilki, kolce w uszach, kolce na rękach, wianek na głowie, a w oczach śmiech i pustotę.
- Gdybym tę był wprzódy spotkał - myślał patrząc na nią Doman - może bym ją sobie był wziął!
Jedli tedy a rozmawiali. Gdy misek już przynosić ani zabierać nie było potrzeba, młoda gospodyni, z komory uchyliwszy trochę drzwi, patrzała niby ukradkiem, czy ojciec jej nie zawoła, a w istocie coraz to na młodego żupana z ukosa.
- Wziąłbyś mnie sobie - mówiły figlarne oczy - ja bym się nie bardzo broniła.
Mrok już padł szary i gęsty, gdy Doman poszedł do szopy na posłanie. Mirsz stary córkę wywołał z komory i pogroził jej palcem.
Ty, dzierlatko jakaś - rzekł surowo - co ty oczyma strzelasz na takich ludzi? On nie z takich, co garnki robią, ale z tych, co je tłuką, tobie do niego nic.