Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Drzewo to nie wiadomo dlaczego z dawna polubił. Wyrosłe było wysoko i dosyć cieniste, a u spodu pień mu się spękał wniwecz i rozdzielił na dwoje tak, że w środku między dwoma połowami siąść było można wygodnie. Chodziły gadki, że tam jakieś duchy mieszkały i nocami wietrznymi w tej dziupli głosy dziwne słyszeć się dawały. Mirsz przecie na to nie zważał i siadał w niej zaciszno - dla odpoczynku. Tam sobie córce czasem mleko przynosić kazał, a niekiedy się zdrzemał głowę sparłszy o drzewo.
Tego też dnia na jezioro patrząc zdun stary, ręce złożywszy, tu siedział, spoglądając ku piecowi. Ludzie do czółen ciągnęli mimo i jedni mu głowami kłaniali, drudzy, tylko popatrzawszy nań, szli sobie dalej. Słońce dopiekało, pszczoły i muchy unosiły się w powietrzu brzęcząc, wiatr był ucichł, jezioro się wygładziło i świeciło blaskiem takim, że na nie spojrzeć nie było sposobu.
Wtem kilku konnych nadjechało. Stary popatrzał na nich, bo ciekaw był wszystkiego, ludzi, koni, chmur na niebie i robaczków na piasku. Naturę miał taką. Jechał kmieć, czeladzi kilkoro go otaczało. Gdy z konia zsiadł, zaraz mu go wzięli, a że czółna w pogotowiu u brzegu nie było - stał więc i czekał. Hukano na przewoźnika