Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Obie strony dosyć miały tej walki krwawej.
Znad brzegu rzeczki podnosiły się tylko głosy i wrzawa, której od wrót odpowiadano.
Psie syny! Niewolniki! Raby!
- Gady! Żmije!...
Podobnymi wyrazy ciskano na siebie z obu stron długo, grożąc z jednej pięściami, z drugiej oszczepy podnosząc w górę...
- Chodźcie tu! - wołali jedni.
- Zbliżcie się! - odpowiadali drudzy.
Tymczasem w krzakach nad rzeką smerdzie obmywano i obwiązywano głowę, a synowie ciało ojca podniósłszy, nieśli je złożyć w izbie na posłaniu... nieśli i płakali, a krzyczeli...
Nikt walki na nowo rozpoczynać nie myślał. Głosy ucichały powoli. Widocznym było, że smerda ze swoimi ustąpi i zaniecha dalszej napaści. W istocie smerdzie dostatecznym się zdawało, że winowajca zginął, a ani on, ani ludzie jego nie chcieli życia stawić nie czując się silniejszymi.
Pokładli się tylko nie opodal od wrót obozem z końmi i pozostali, grożąc, do wieczora. Musiano też naprzeciw nich straż postawić, aby się nocą niespodzianie nie rzucili, bo im jeszcze nie dowierzano. Gdy zmrok zapadł zupełny, ucichło nad rzeczką, jak gdyby po walce się wylegiwali.