Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Wisz spojrzał na Domana.
- Cóż rzec więcej - zawołał - wy mu i o tym, coście słyszeli od nas, jutro znać dacie?
Kneź się rozśmiał, a niedźwiedź zamruczał.
- Między nim a mną nie ma mowy, namowy ni rozmowy - on mój wróg, ja jego - zawołał Miłosz. - Dadzą o tym znać inni, powywiesza was na dębach. Niech wiesza! Nie ma moich dzieci. Synów moich nie ma. Kwiatów moich nie ma. Niech świat ginie!
Jęknął i głowę zanurzył w posłanie - Wisz skinął i wyszli ze świetlicy. Za nimi słychać było płacze, mruczenie i krzyki dwóch srok, które ośmielone wyjściem obcych, kłócić się zaczęły.
Na podsieniu czekał na nich starzec zgarbiony. Wyszli z nim razem pod stan dęby w podwórze.
- Tak wasz kniaź zawsze? - spytał Wisz.
- . Ile razy obcych widzi - szepnął stary wzdychając - czasem i po nocach duchy go męczą, że się zrywa i krzyczy głosem wielkim, aż, co żyje, na zamku pobudzi. Biedny człek!... biedny!
Chcieli mimo wieczora opuścić zaraz smutne grozisko Miłosza, lecz i tu święte prawo gościnności zachowane było. Staruszek zaprosił ich do izby osobnej, gdzie dla nich postawiono wieczerzę i zgotowano posłanie. Sam on poszedł z nimi, choć z niego słowa się dopytać nie było podobna. Wszystko na tym żałobnym dworze milczące było i przygnębione, zdając się czekać tylko śmierci i - końca.