lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

-Panie! - wołałem w duszy - już przecie nie opuścisz mnie do tego stopnia i nie zezwierzęcisz, abym się miał dotknąć tego, co ją może utrzymać przy życiu!
Ale nie było nade mną wtedy miłosierdzia. Szóstego dnia rano ujrzałem na twarzy Lilian ogniste plamki; ręce miała rozpalone: idąc oddychała głośno. Nagle spojrzawszy na mnie błędnie rzekła szybko, jakby się śpiesząc w obawie, że utraci przytomność:
-Ralfie! zostaw mnie tu; ratuj się sam: dla mnie już nie ma ratunku!
Ścisnąłem zęby, bo mi się chciało wyć i bluźnić, i nie rzekłszy nic wziąłem ją na ręce. Ogniste gzygzaki zaczęły mi skakać przed oczyma w powietrzu i składać się w słowa: "Who worshipped and served the creature more than the Creator?!" Ale jużem się odprężał, jak łuk za mocno nagięty, i spoglądając w niemiłosierne niebo odpowiadałem cała duszą zbuntowaną:
-Ja!
Tymczasem niosłem na moją Golgotę ten mój ciężar najdroższy, tę jedyną, świętą, ukochaną moją męczennicę. Nie wiem, skąd mi się brały siły. Stałem się nieczuły na głód, na upał, na zmęczenie; nie widziałem nic przed sobą: ani ludzi, ani spalonego stepu, tylko ją. W nocy stało się jej jeszcze gorzej. Traciła przytomność. Chwilami jęczała cicho: