lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Chciałem wyruszyć tak, abyśmy wielkie stepy leżące między Missisipi a Górami Skalistymi przebyli wiosną, wiedziałem bowiem, że latem, skutkiem upałów panujących na tych odkrytych przestrzeniach, mnóstwo ludzi zapada na różne choroby. Z tego samego powodu postanowiłem nie prowadzić taboru południową drogą na St. Louis, ale na Iowę, Nebraskę i północne Kolorado. Była to droga niebezpieczniejsza ze względu na Indian, ale bez wątpienia zdrowsza. Zamiar ten wzbudził z początku opór między ludźmi należącymi do taboru, ale gdym oświadczył, aby jeśli nie chcą czynić wedle mej woli, szukali innego kapitana, po krótkim namyśle zgodzili się i z pierwszym tchnieniem wiosny ruszyliśmy w drogę. Zaczęły się zaraz dla mnie dni dość trudne, zwłaszcza nim się ludzie oswoili ze mną i z warunkami podróży. Osoba ma wzbudzała wprawdzie ufność, bo awanturnicze pochody moje z Arkanzas zjednały mi pewną sławę między ruchliwą ludnością nadgraniczną, a imię "Big Ralf" ("Wielki Ralf"), pod którym mnie znano na stepach, obiło się już nieraz o uszy większej części moich ludzi. Ale w ogóle "kapitan", czyli dowódca, bywał z natury rzeczy często w położeniu bardzo względem emigrantów drażliwym. Do mnie należało wybierać obozowiska na noc, czuwać nad pochodem w dzień, mieć oko na cały tabor, ciągnący się czasem milę po stepie, wyznaczać straże na postojach i wydawać pozwolenie na odpoczynek oddziałom udającym się kolejno na wozy.