lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Zgodziłem się chętnie, bo cuda wtedy opowiadano o Kalifornii; od dawna więc nosiłem się z zamiarem puszczenia się na daleki zachód; niemniej jednak nie ukrywałem sobie niebezpieczeństw tego przedsięwzięcia. Dziś przestrzeń z New Yorku do San Francisco przebywa się w tydzień koleją, a prawdziwa pustynia zaczyna się dopiero od Omaha: wtedy było zupełnie co innego. Wszystkie te miasta i miasteczka, których teraz między New Yorkiem a Chicago jak maku, nie istniały jeszcze, a i samo Chicago, wyrosłe później jak grzyb po deszczu, było tylko lichą i nieznaną osadą rybacką, której nie znalazłbyś na żadnej mapie. Trzeba więc było iść z wozami, ludźmi i mułami przez kraje zupełnie dzikie, a zamieszkane przez groźne plemiona Indian: Kruków, Czarnonogich, Pawnisów, Siuksów i Arikarów, przed którymi ukryć się w większej liczbie ludzi było prawie niepodobieństwem, albowiem ruchliwe jak piasek te pokolenia nie mają stałych siedlisk, ale jako myśliwskie krążą po całej przestrzeni stepów za stadami bawołów i antylop. Groziły nam więc niemałe trudy; ale kto się wybiera na Daleki Zachód, musi być na nie przygotowany, jak również i na to, że nieraz głowy nastawić przyjdzie. Więcej też niż wszystkiego obawiałem się odpowiedzialności, jaką na siebie brałem; ponieważ jednak rzecz już była ułożona, nie było co innego do roboty, jak zająć się przygotowaniami do drogi. Trwały one przeszło dwa miesiące, bo trzeba było sprowadzać wozy aż z Pensylwanii i Pittsburga, kupować muły, konie, broń i czynić znaczne zapasy żywności. Ku końcowi jednak zimy wszystko było gotowe.