Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
bezksiężycową, w mleczny, fałszywy dzień, daleko po północy. Rozprószona biel
tego światła, mżąca ze śniegu, z bladego powietrza, z mlecznych przestworzy,
była jak szary papier sztychu, na którym głęboką czernią plątały się kreski i
szrafirunki gęstych zarośli. Noc powtarzała teraz głęboko po północy te serie
nokturnów, sztychów nocnych profesora Arendta, kontynuowała jego fantazje.
W tej czarnej gęstwinie parku, we włochatej sierści zarośli, w masie kruchego
chrustu były miejscami nisze, gniazda najgłębszej puszystej czarności, pełne
plątaniny, sekretnych gestów, bezładnej rozmowy na migi. Było w tych gniazdach
zacisznie i ciepło. Siadaliśmy tam na letnim miękkim śniegu w naszych włochatych
płaszczach, zajadając orzechy, których pełna była leszczynowa ta gęstwina w ową
wiosenną zimę. Przez zarośla przewijały się bezgłośnie kuny, łasice i
ichneumony, futrzane, węszące zwierzątka, śmierdzące kożuchem, wydłużone, na
niskich łapkach. Podejrzewaliśmy, że były między nimi okazy gabinetu szkolnego,
które choć wypatroszone i łysiejące, uczuwały w tę białą noc w swym pustym