PAN
W kącie między tylnymi ścianami szop i przybudówek był zaułek podwórza,
najdalsza, ostatnia odnoga, zamknięta między komorę, wychodek i tylną ścianę
kurnika - głucha zatoka, poza którą nie było już wyjścia.
Był to najdalszy przylądek, Gibraltar tego podwórza, bijący rozpaczliwie
głową w ślepy parkan z poziomych desek, zamykającą i ostateczną ścianę tego
świata.
Spod jego omszonych dyli wyciekała strużka czarnej, śmierdzącej wody, żyła
gnijącego, tłustego błota, nigdy nie wysychająca jedyna droga, która poprzez
granice parkanu wyprowadzała w świat. Ale rozpacz smrodliwego zaułka tak długo
biła głową w tę zaporę, aż rozluĽniła jedną z poziomych, potężnych desek. My,
chłopcy, dokonaliśmy reszty i wyważyli, wysunęli ciężką omszałą deskę z osady.
Tak zrobiliśmy wyłom, otworzyliśmy okno na słońce. Stanąwszy nogą na desce,
rzuconej jak most przez kałużę, mógł więzień podwórza w poziomej pozycji
przecisnąć się przez szparę, która wypuszczała go w nowy, przewiewny i rozległy
świat. Był tam wielki, zdziczały, stary ogród. Wysokie grusze, rozłożyste