Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Aż wreszcie na rogu ulicy Stryjskiej weszliśmy w cień apteki. Wielka bania z
sokiem malinowym w szerokim oknie aptecznym symbolizowała chłód balsamów, którym
każde cierpienie mogło się tam ukoić. I po paru jeszcze domach ulica nie mogła
już utrzymać nadal decorum miasta, jak chłop, który wracając do wsi rodzimej,
rozdziewa się po drodze z miejskiej swej elegancji, zamieniając się powoli, w
miarę zbliżania do wsi, w obdartusa wiejskiego.
Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami, zapadnięte w bujnym i zagmatwanym
kwitnieniu małych ogródków. Zapomniane przez wielki dzień, pleniły się bujnie
i cicho wszelkie ziela, kwiaty i chwasty, rade z tej pauzy, którą prześnić mogły
za marginesem czasu, na rubieżach nieskończonego dnia. Ogromny słonecznik,
wydĽwignięty na potężnej łodydze i chory na elephantiasis, czekał w żółtej
żałobie ostatnich, smutnych dni żywota, uginając się pod przerostem potwornej
korpulencji. Ale naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe, niewybredne
kwiatuszki stały bezradne w swych nakrochmalonych, różowych i białych
koszulkach, bez zrozumienia dla wielkiej tragedii słonecznika.