Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
blaskiem pustego placu, spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte
sienie pachniały chłodem i winem.
Kupka obdartusów, ocalała w kącie rynku przed płomienną miotłą upału,
oblegała kawałek muru, doświadczając go wciąż na nowo rzutami guzików i monet,
jak gdyby z horoskopu tych metalowych krążków odczytać można było prawdziwą
tajemnicę muru, porysowanego hieroglifami rys i pęknięć. Zresztą rynek był
pusty. Oczekiwało się, że przed tę sień sklepioną z beczkami winiarza podjedzie
w cieniu chwiejących się akacyj osiołek Samarytanina, prowadzony za uzdę, a
dwóch pachołków zwlecze troskliwie chorego męża z rozpalonego siodła, ażeby go
po chłodnych schodach wnieść ostrożnie na pachnące szabasem piętro.
Tak wędrowaliśmy z matką przez dwie słoneczne strony rynku, wodząc nasze
załamane cienie po wszystkich domach, jak po klawiszach. Kwadraty bruku mijały
powoli pod naszymi miękkimi i płaskimi krokami - jedne bladoróżowe jak skóra
ludzka, inne złote i sine, wszystkie płaskie, ciepłe, aksamitne na słońcu, jak
jakieś twarze słoneczne, zadeptane stopami aż do niepoznaki, do błogiej nicości.