Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
się, mijali, starcy i młodzi, dzieci i kobiety, pozdrawiali się w przejściu tą
maską, namalowaną grubą, złotą farbą na twarzy, szczerzyli do siebie ten grymas
bakchiczny - barbarzyńską maskę kultu pogańskiego.
Rynek był pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak
biblijna pustynia. Cierniste akacje, wyrosłe z pustki żółtego placu, kipiały nad
nim jasnym listowiem, bukietami szlachetnie uczłonkowanych filigranów zielonych,
jak drzewa na starych gobelinach. Zdawało się, że te drzewa afektują wicher,
wzburzając teatralnie swe korony, ażeby w patetycznych przegięciach ukazać
wytworność wachlarzy listnych o srebrzystym podbrzuszu, jak futra szlachetnych
lisic. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawiały się refleksami
wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi
kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (jak cierpliwi
sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni tynku) obtłukiwały kłamliwą
glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraĽniej prawdziwe oblicze domów,
fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione