NAWIEDZENIE 2
Mój ojciec powoli zanikał, wiądł w oczach.
Przykucnięty pod wielkimi poduszkami, dziko nastroszony kępami siwych włosów,
rozmawiał z sobą półgłosem, pogrążony cały w jakieś zawiłe wewnętrzne afery.
Zdawać się mogło, że osobowość jego rozpadła się na wiele pokłóconych i
rozbieżnych jaĽni, gdyż kłócił się ze sobą głośno, pertraktował usilnie i
namiętnie, przekonywał i prosił, to znowu zdawał się przewodniczyć zgromadzeniu
wielu interesantów, których usiłował z całym nakładem żarliwości i swady
pogodzić. Ale za każdym razem te hałaśliwe zebrania, pełne gorących
temperamentów, rozpryskiwały się przy końcu, wśród klątw, złorzeczeń i obelg.
Potem przyszedł okres jakiegoś uciszenia, ukojenia wewnętrznego, błogiej
pogody ducha.
Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku, na stole, na podłodze i jakiś
benedyktyński spokój pracy zalegał w świetle lampy nad białą pościelą łóżka, nad
pochyloną siwą głową mego ojca.
Ale gdy matka póĽnym wieczorem wracała ze sklepu, ojciec ożywiał się,
przywoływał ją do siebie i z dumą pokazywał jej świetne, kolorowe odbijanki,