Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
budki i kramiki, sklecone z pudełek po cukrach, wytapetowane jaskrawo reklamami
czekolad, pełne mydełek, wesołej tandety, złoconych błahostek, cynfolii, trąbek,
andrutów i kolorowych miętówek, były stacjami lekkomyślności, grzechotkami
beztroski, rozsianymi na wiszarach ogromnej, labiryntowej, rozłopotanej wiatrami
nocy.
Wielkie i ciemne tłumy płynęły w ciemności, w hałaśliwym zmieszaniu, w
szurgocie tysięcy nóg, w gwarze tysięcy ust rojna, splątana wędrówka, ciągnąca
arteriami jesiennego miasta. Tak płynęła ta rzeka, pełna gwaru, ciemnych
spojrzeń, chytrych łypnięć, pokawałkowana rozmową, posiekana gawędą, wielka
miazga plotek, śmiechów i zgiełku.
Zdawało się, że to ruszyły tłumami jesienne, suche makówki sypiące makiem -
głowy-grzechotki, ludzie-kołatki.
Mój ojciec chodził zdenerwowany i kolorowy od wypieków, z błyszczącymi
oczyma, w jasno oświetlonym sklepie, i nasłuchiwał.
Przez szyby wystawy i portalu dochodził tu z daleka szum miasta, stłumiony
gwar płynącej ciżby. Nad ciszą sklepu płonęła jasno lampa naftowa, zwisająca z