Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
A tak i Wilk osiadł na wsi. On zawsze miał to, co nazywają silną wolą. Skończywszy uniwersytet, w dość krótkim czasie nazbierał trochę grosza do fundusiku, jaki był posiadał, i kupił Mżynek. W Warszawie mieli go za wariata, ale jemu było dobrze. Umiał sobie radzić na roli, ile że zajmował się poprzednio teorią gospodarstwa i naukami przyrodniczymi. Był wesół i szczęśliwy. Widziałem wszystkie jego listy do przyjaciela, z których pierwszy zaraz, jako dość charakterystyczny, przytaczam:
"Kochałem zawsze naturę, pisał Wilk. Dusza moja zachowała całą wrażliwość na jej działanie. Gdybym był poetą, opiewałbym piękności mego Mżynka, ale i nie będąc poetą, odczuwam je w całej pełni. Nie uwierzysz, jak jestem szczęśliwy! Opiszę ci moje: Erga kai hemerai. Pracuję jak chłop; rankiem wychodzę sam z pługiem w pole. Latem co za pyszne poranki: w powietrzu pełno blasku, szczera pogoda! Świeżo i rzeźwo w całej atmosferze; z łąk podnoszą się opary, a rzechotanie żab milknie powoli; teraz na ptastwo kolej uderzyć hejnał dzienny. Budzi się ziemia, budzi i wioska; tu i ówdzie skrzypnie żuraw u studni, tam woły zaryczą. Dusza się śmieje, Franku! Ano, pastuch wygrywa już na ligawie, ano, dziewczyna, ranna jaskółeczka, splatając warkocz, zawodzi; "dana, oj dana!". Na kościółku ozwie się sygnaturka na jutrznię, to i ja mruczę pacierz, pokrzykując od czasu do czasu na woły. Potem już ruch, jak okiem zajrzysz; kręcą się ludzie i zabiegają wedle roli. Krótko mówiąc: szczęśliwy jestem. W południe kładę się w cieniu pod lipami i albo czytam coś, albo słucham kapeli pszczół nad głową. Wieczorami czytam znów lub rozmyślam, com dziś robił, a co jutro robić należy. Samotność nie nudzi mnie. Prócz starej gospodyni i kilku parobków nie znam nikogo w okolicy. Przez jakiś czas postanowiłem być milczącym przykładem; postanowiłem pierwej postawić Mżynek na wzorowej stopie: zaprowadzić ład, użyźnić glebę, wyciągnąć największe z niej korzyści - oto mój cel tymczasowy. Zauważyłem, że zdrowe a uczciwe idee dlatego trudno przyjmują się między ludźmi, dlatego uważane są za sentencje, że ci, którzy je głoszą, najmniej sprawdzają je w odpowiednim postępowaniu na zewnątrz. Iluż to promotorów, głoszących piękne zasady, powinno by parsknąć śmiechem, spojrzawszy sobie w oczy. Historia rzymskich augurów powtarza się z tą tylko różnicą, że nasi - to przy tym i głównie - niedołęgi. Tak jest, Franku! niedołęstwa więcej jest niż złej wiary. Ale w praktyce skutki stąd jednakowe. Zdaje mi się, że zrozumienie tego uczyni mnie silniejszym. Nie myślę zresztą i w przyszłości prawić słodko-kwaśnych kazań; wolę czyn niż dialektykę. Tymczasem uczę moich parobków czytać. Nie uwierzysz, jak opierali się temu z początku. Gdy namowy nie pomagały, porwałem jednego i drugiego za kark i obiecawszy kije zmusiłem; teraz już się przekonali i są mi wdzięczni. Dotąd ze wszystkiego jestem kontent. Idzie, Franku! idzie! Muszą już dość gadać o mnie w okolicy; ciekawy jestem, jak będzie z ludźmi. Wczoraj widziałem amazonkę przejeżdżającą wedle mojej chałupy. Ach! jednej rzeczy mi brak w chacie: kobiety! Po prostu tęsknię za kochaniem, ku niemu rwie się cała męska strona mojej natury. Potrzebuję kochać, potrzebuję mieć żonę i dzieci.