Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany
Dniało.
Światło w izbie, gdzie siedział Wilk, zagasło, skrzypnęły drzwi - Wilk wyszedł i pobudziwszy parobków ruszył z nimi do roboty.
To był dobry znak.
Gdy wreszcie rozwidniło się zupełnie, jedno spojrzenie na twarz Wilka przekonywało, że był uratowany.
Twarz jego była dość blada (nie spał całą noc), ale spokojna, lubo poważna. Może było w niej nawet coś ostrego. Jednak nie osiwiał ani ołysiał, ani się pochylił, ani nawet był smutny. Po godzinie pracy nikt by nie odróżnił od wczorajszego i codziennego Wilka. O ósmej wrócił do domu i jadł dobrze.
Parobcy zauważyli jednak, że tego dnia nie był zbyt cierpliwy. Wieczorem znów pojechał do Strączka w sprawie połamanych drzewek i znów odpowiedziano mu, że pana nie ma. Wilk domyślał się, że go nie przyjmują, ponieważ jednak nazajutrz była niedziela, sądził, że złapie Strączka i rozmówi się z nim po kościele.
Niestety! nie przewidywał, co z tej rozmowy wyniknie. Już w czasie sumy Wilk zauważył, że zebrani obywatele zamiast zwykłych pogawędek i polowań woleli patrzeć na niego i szeptać między sobą tajemniczo. Strączek przyjechał później i o ile Wilk mógł miarkować, przyjechał pijany. Za jego przybyciem spojrzenia i szepty zwiększyły się.