U źródła
Jestem wczorajszym studentem i mój dyplom doktora filozofii jeszcze nie zesechł - to prawda. Nie posiadam także ani stanowiska, ani majątku. Cała moja fortuna składa się z dość lichego dworku z ogrodem i kilkuset rubli dochodu - rozumiem więc, że mi odmówili ręki Toli - ale oni mnie przy tym sponiewierali.
I dlaczego? Com ja takiego uczynił? Oto przyniosłem jak na dłoni serce ogromnie uczciwe i powiedziałem tak: "Dajcie mi ją, a ja wam będę najlepszym synem i do śmierci się wam nie wypłacę - ją zaś będę na ręku nosił, kochał i ochraniał."
Prawda, żem wypowiedział to głupio, nieswoim głosem, jąkając się i nie mogąc tchu złapać. Wyście jednak widzieli, że duszę z siebie wyciągam, że mówi przeze mnie uczucie takie, jakiego się na co dzień na świecie nie spotyka - i jeśliście nawet postanowili odmówić, to czemu nie odmówiliście jak ludzie dobrzy, mający trochę miłosierdzia w sercu, tylko sponiewieraliście mnie?
Wy niby chrześcijanie, wy niby idealiści, skąd mogliście wiedzieć, co ja uczynię wyszedłszy od was po takiej odmowie? Kto wam powiedział, że sobie w łeb nie strzelę, raz dlatego, że nie będę mógł żyć bez niej, a po wtóre, że taki rozbrat między tym, co się głosi jako zasada, a między postępkami w życiu, taki faryzeizm i takie kłamstwo w głowie mi się nie pomieści? Czemu nie było wam ani przez sekundę mnie żal? Przecie i mnie nawet nie godzi się deptać bez przyczyny, przecie i mnie szkoda! Może bym i ja, gdyby nie wy, czegoś dokazał na świecie. Młody jestem, prawie student, bez majątku, bez stanowiska - dobrze! Ale, widzicie, mam przed sobą przyszłość - i dalibóg - nie wiem, dlaczegoście w nią napluli.