lektury online

Autorzy lektur o największym dorobku w naszym portalu: Anton Czechow | Dziekoński | Homer | Kraszewski | Sienkiewicz | Nieznany

Korynek


W roku 1655 świeże było wspomnienie Tymoszkowej wyprawy weselnej i Batoha, a stary, krwawy Bohdan żył jeszcze. Jednakże coś się już przesiliło w burzy kozackiej i ludzie mieli poczucie, że najgorsze już przeszło i że jeśli przyjdą nowe klęski, takie jak np. była szkłowska, to raczej z innych rąk i z innej strony. Tymczasem Warszawa czuła się bezpieczną. Miasto nie widziało nigdy pod swymi murami nieprzyjaciela, bo z czasów napadów litewskich, zresztą pokrytych już zupełnie zmierzchem niepamięci, było zaledwie mieściną w ziemi Czerskiej, nie zaś potężnym grodem, który od niedawna został stolicą jednego z największych państw w Europie. Przed kilku laty zbliżyła się wprawdzie ku niemu kozacko-tatarska nawała, ale odbita od niezłomnych murów Zamościa cofnęła się z powrotem do dalekich ruskich krain. Więc, powtarzamy, stolica czuła się bezpieczną, a choć kraj uginał się pod brzemieniem klęsk, roiło się w niej od ludzi - i życie wrzało nawet potężniej niż zwykle. Liczne były tego powody. Naprzód od kilku już lat zebrało się w Warszawie sporo szlachty ukrainnej, tak zwanych exulów, których majętności zniszczyła "rebelia", a którzy pod bokiem sejmów i króla spodziewali się uzyskać prędzej jakoweś wynagrodzenie za poniesione straty i szkody. Po wtóre, odbywał się właśnie sejm: za czym zjazd posłów i senatorów. Wszystkie jurydyki i pałace prywatne były zajęte przez dwory senatorskie i przez "poczty" wojskowe, z których niejeden liczono po kilkaset żołnierzy. Zjechało się i mnóstwo prywatnej szlachty, którą przygnała ciekawość lub różne sprawy osobiste. Na ulicach i przedmieściach ruch nie ustawał od rana do wieczora. Oczy bolały od patrzenia na pozłociste karoce pańskie, na hajduków, pajuków, węgrzynów i nadwornych kozaków w świetnych "barwach", szamerowanych srebrem i złotem, na żołnierzy spod rozmaitych znaków, na połyskliwe zbroje rycerskie, na lamparcie skóry zwieszające się z ramion usarzy, na srebrne skrzydła, na wschodnie tyftyki spływające ku ziemi po bokach końskich, na farbowane purpurowo grzywy, na pióra, aksamity i bezcenne klejnoty iskrzące się jak gwiazdy na deliach i czapkach senatorskich.